Gify,widoki,opowiadania,wiersze,aforyzmy itd..
sobota, 10 czerwca 2006
Jeśli tylko chcesz...

  

  

Prawdziwa radość

 Przychodzi

 Małymi krokami

 Nie siada w progu

 Raczej promieniuje

Całym swoim jestem tu

 Ogarniając swoją mocą

Wszystkie smutki ziemi...

   

Tobie nie ciemność pisana

Spójrz dookoła siebie

 Demonicznym wzrokiem ożyw

Martwe jeszcze przestrzenie

Poślij w nieskończoność

 Delikatny blask słów...

  

Niechaj siłą powstającej gwiazdy

 Niesie radość światu

 Daj ciepło swoje

 Tam gdzie jeszcze

Arktyki chłód gości

 Z rękoma wzniesionymi

  

Do nieba...

Po uśmiech i nadzieję wznieśmy się...

 Na nowe dni pełne pułapek

I pragnień niespełnionych jeszcze...

  

Słowa twoje

 Jak motyle

Przylatują z łąki

 Najpiękniejszych kwiatów

Słodkie jak miód

Z głębokich borów tajemnych

Pełne treści złote zgłoski

Słońca witającego Każdy nowy dzień

  

Po gzymsie prawdy znów balansuję...

 Wczoraj wszystko było takie realne...

 O poranku zastałam zamknięte drzwi...

Języki krzyku przerwała wstęga ciszy...

Liście samotności usychają w zbliżeniu wielu prawd...

 Próbuję harfą czasu zatrzepotać skrzydłami na smyczkach porannej rosy...

  

Liście samotności usychają w zbliżeniu wielu prawd...

 Próbuję harfą czasu zatrzepotać skrzydłami na smyczkach porannej rosy...

  

Otwieramy się na złudne idee malujemy akwarelą na szkle kolorowe obrazki świata...

W modnych i nie modnych prochowcach przemierzamy wszechświat...

  

 Uchwyć w dłonie przepływające obłoki

 Poczuj soczysty zapach porannej rosy

 Nie dajcie zginąć naszym latawcom czułości

Otchłań jest za mała dla nas wszystkich...

  

Będą cisze i będzie zgiełk...

Noce mroźne, wietrzne, kłótliwe...

 I oczy krytyczne i usta złośliwe...

 I odpuszczenia chłodny wdzięk...

  

Będzie piękno, miłość i lęk..

 Ciche krzyki i głośne westchnienia...

 I będzie bezmyślna chwila zapomnienia...

 I ekstazy szalbierczy wdzięk...

  

Jest motyw, więc będzie i cel...

 Dni uparte, dudniące krokami...

 Zawsze z kimś powiązani...

 Lecz zawsze sami...

Z pytaniem na ustach o sens...

  

 Ty czy ja?

 Nie martw się!

 Kiedy niczego już nie usłyszysz...

Wtedy zakochasz się...

 W ciszy...

  

Kochamy przeszłość ...

Pragniemy przyszłości ...

Tęsknimy ...

Cierpimy...

 Wierzymy w miłość...

 A kiedy osiągniemy próg niedoskonałości...

 A  może to tylko będzie nam się wszystko śniło...

  

„Ten, który widzi Mnie, dokądkolwiek pójdę, którego wzrok mnie przenika, nie pozwoli mi odejść od siebie..."

 Oraz nigdy mnie nie opuści...

  

„Nie ma znaczenia, w jakim kierunku płynie energia osadu...

 Jest to zawsze ta sama energia i ten sam motyw emocjonalny.”

  

„Prawdziwym celem ego jest ochrona ciała fizycznego i posłuszne wykonywanie poleceń duszy”

Gdy serce jest otwarte można usłyszeć cały wszechświat...

  

„Miłość to najłatwiejsza z dróg

- To magiczny klucz, który otwiera każde drzwi.

Jeśli masz dostatecznie dużo miłości, pokonasz wszystkie przeszkody.”

  

Kiedy tak spoglądasz bez wyrazu milczę

Beztrosko wypowiadasz słowa tęsknoty...

 Pełne kosze zbieram niewinna...

  

Tulisz w dłoniach uschnięty kwiat

Bezbarwny długi wieczór zatacza

Kręgi bezdusznej niepewności...

  

Błąkają się po świecie

Niespokojne dusze

Mijamy się codziennie

 Nie słysząc nawet

 Trzepotu białych skrzydeł

Czujemy wzajemną obecność w powiewie

Błękitnego oceanu

 Czasem się wzruszamy

 Śmiejemy się szczerze

W płomieniu pamięci

Zamykamy pokornie oczy...

  

  

08:38, janinacc
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 maja 2006
Cudowny moj sen....

  

  

Nie uciekniesz przed nadchodzącym Nie zmienisz kosmicznych planów Nie umkniesz przeznaczeniu

  

Nocami spoglądam w odległą dal

 Sięgam końca wszechświata

Cieszy mnie każdy wzlot

 

W majestacie utraconych

 Już na zawsze szans

Bezduszny zakręt życia

Bywają dni pełne goryczy

Znów zgubiłam swoją drogę  

 

Mówiłeś mi tak słodko

 Usta twoje, dłonie moje

 Zawładnąłeś cały mój świat

Przysłoniłeś mi słońce

 

Kolorowa pozytywka

Teraz we wnętrzu twojego

 Kamiennego serca trwam

 W brylantowym szałasie ciszy

Spełniona odchodzę

  

Naga, szelest twojego ciała

 Nieopodal równoważni sił

Różnicuje moje odczucia

 Twoja dłoń jeszcze ciepła

 Znika wolno w oddali

 

W pamięci mam każde słowo

 Znaczenia zamaskowany sens

 W nieskończoności obecnego bytu

Zatarte milczenia ślady

 Wspinają się po tęczy

 Kruchych pomostów pustki

 

Na skraju nocy

Słychać jedynie Świst upadających drzew

Milczenia kobierzec

 Już nie świeci księżycowo

Zostajesz tutaj

Na krawędzi kolejnego wzlotu

  

Niecodzienny to wzlot

Nieodłączne błogie listowie

Na powiekach niezapominajki

Odepchnięta w nicość łza

Pozostajesz w ciszy sama

 Pozorne nieme spojenia

W przeplocie słów

Omijają właściwy sens

 

Bezdźwięczne tumany

Odzwierciedleń cieni

 Namiętności blask schłodzony

Jedną kroplą goryczy

Nie uwolnisz się od przeszłości

Bezpowrotne marzenia

Zatopione w bursztynie

 Teraz już nic nie znaczą

  

 

Parasol bólu chroni mnie

 Przed światłem tego świata

 Nie pamiętam tamtego poranka

Ptaki tak przejrzyście śpiewały

Zostałam tutaj niewzruszona

Jesienna cisza koi pragnienie

Samotności nić już rozpięta

Siedzisz gdzieś daleko stąd

 

Tajemnica tego życia

Nie napawa strachem

Wszak to miłość

 Rozlewa morze goryczy

 Tajemnica twego przybycia

Czyni ziemię urodzajną

  

Ciemność dyskretnie ukryta

W silnym uścisku dłoni

Pozory udręki odciśniętej

Na panewce szczerych gestów

Ujmujące do granic słowa

Rozbite o krawędź obojętności

Podszytej dziecinną naiwnością

 

Na mojej drodze..

Korzenie Bez liści dłonie

 Samotność

Ujęta dyskretnie Płonie

  

Czekam na ciebie tutaj

 Śnię każdego dnia

Metalicznych łez

Już nie ukrywam

 Milczę

 Złote rydwany

U twych stóp

Układam ze słów

Których tak często mi brak

Podnoszę z ziemi

 Ślepy los

  

   

 

 

10:14, janinacc
Link Dodaj komentarz »
Daj mi reke...

  

Daj mi rękę...

  

Ty przychodzisz jak noc majowa... Biała noc, noc uśpiona w jaśminie... I jaśminem pachną twe słowa... I księżycem sen srebrny płynie... Czy pozwolisz, ze Ci powiem... W wielkim skrócie i milczeniu...

 

  

Że Ci oddam i otworzę... W ciszy serc... w potoków lśnieniu... Słowa trzy przez sen porwane... Przez noc ukryte... Przez czas schwytane... Słowa trzy , co brzmią jak śpiew... Trzy proste słowa... Tęsknię do Ciebie...

  

Powinnam Ci to powiedzieć, aby oczyścić moje marzenia... Że kochać to zgodzić się na cierpienie, śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać... Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć o sobie dla drugiego... Może wyrzec się życia dla siebie tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego...

  

To zdecydować się rozsądnie i odważnie wyruszyć na drogi czasu... Nie na sto, tysiąc czy dziesięć tysięcy dni, ale na pielgrzymkę, która się nie skończy... Bo jest pielgrzymką, która będzie wiecznie trwać... Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej... Wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada... Nawet gdyby byłyby kamienie do usunięcia dla wyrównania drogi...

   

Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie... To dawać nie licząc tego, co inny ci daje... Płacąc bardzo drogo, nie domagając się zwrotu... Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym powiedziano i jeszcze więcej... To pozwolić się kochać, być przejrzystym wobec tej Miłości , która zawszę w porę. Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej osoby, nawet z pominięciem siebie... To czynić wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się...

  

 To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby ofiarować ukochanej osobie całe swoje życie Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej stronie okrężnych dróg To jest, pozwolić Bogu kochać tego, którego Ty w sposób wolny decydujesz się kochać! Największa miłość wreszcie to przebaczyć gdy ukochana osoba niestety odchodzi...

  

 

10:09, janinacc
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 kwietnia 2006
Wiosno.. Proszę daj nadzieję...

Wiosno..Proszę daj nadzieję...

 

Codziennie gdy wstaję , kocham Cię od nowa, chcę poznać Twoje gesty, słowa.. Twój uśmiech ledwie dostrzegalny Twych oczu ogień niewidzialny

Oczekuję muśnięcie dłoni, jak aksamit, Twą pełnię życia, jak dynamit, Serce Twe dobre i uczciwe, Miłości słowa urokliwe.

I chociaż jesteś wciąż daleko, Za siódmą górą, siódmą rzeką, To ja codziennie, wciąż od nowa, Widzę Twój uśmiech, słyszę słowa.

Ja znowu próbuję Twoją fotografię w mej wyobraźni złożyć... Pamiętać mi nie wolno, zapomnieć nie potrafię, Po cichu modły wznoszę przed Pana ołtarze...

Czy wiecznie czekała będę, czas nam to pokaże, Dzień za dniem mi przemija niby wieczność ...

Łza w oku boli, kłuje, niby drzazga mała, W rękaw łzę słoną wytrę, następna przybywa...

Miłość w sercu się czasem wiele lat ukrywa... Ale zabić miłości nikt z nas nie potrafi... Więc mi wzdychać zostało do Twej wymarzonej fotografii...

W sercu mym jest malutki diament.. Co nigdy nie zgaśnie.. Co świecić będzie na zawsze... Dla Ciebie właśnie...

Chciałabym Któregoś dnia Wejść do domu Twojego.. Usiąść przy Tobie Dłoń Twoją trzymając... Miłość poczuć raz jeszcze...

Chciałabym, Abyś swoim ciepłem Mą dłoń rozgrzał... Aby – „nie bój się niczego” Twe usta wyszeptały...

Chciałabym, Przecież wiesz... Jak chciałbym Kochać Ciebie... Zagoić ranę w sercu Twym Każdą...

Przepraszam Ciebie, mój śliczny... Miłości moja bezgraniczna... Przepraszam, zawsze Cię kochać chcę... Lecz wyznać tego nie śmie...

22:18, janinacc
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 kwietnia 2006
Zycze Ci...Zycze Wam....

Zycze Wam...

Wielkanoc

Pełnych miłości, radości i zdrowia Świąt Wielkiej Nocy oraz bogatego zajączka życzę

 Kiedy Wielkanoc nastanie, Życzę Ci na Zmartwychwstanie. Dużo szczęścia i radości, Które niechaj zawsze gości. W dobrym sercu w jasnej duszy. I niech wszystkie żale głuszy.

Zajączka pięknego, dyngusa mokrego, miłości wiecznej, drogi tylko mlecznej świąt w szczęście owocnych życzy kurczaczek wielkanocny

Alleluja, Alleluja ! Wesoły nam dziś dzień nastał, Chrystus bowiem zmartwychwstał, Radujcie się wiec i z ufnością patrzcie w przyszłość. Niech zsyła na Was laski i wnosi szczęście do Waszego rodzinnego życia

W te piękne święta gdy Pan Zmartwychwstanie. Życzę Ci smacznych jajek na śniadanie, żółtego kurczaczka, białego zająca i by te święta trwały bez końca!

Niech te Święta Wielkiej Nocy spłyną rzeką Boskiej mocy... Niech zające i barany pospełniaja Twoje plany, porzuć wszystkie rozterki, bo to czas wielkiej wyżerki, ponadto Świąt w szczęście owocnych życzy króliczek Wielkanocny.

 Samych radości, kolorowych jajeczek, białych owieczek, uśmiechu bez liku i bakalii w serniku , kiełbaski tłuściutkiej i atmosfery milutkiej...

Święta to wspaniały czas, bo się zdarza tylko raz. Dlatego życzę Ci znowu, by przyszły w radości i zdrowiu.

Wielkanoc pachnie wiosną... to pora tak radosna pełna pisanek kolorowych i prezentów zajaczkowych. Na stole bazie i cukrowy baranek i mnóstwo wody w dyngusowy poranek.

 Zdrowia, szczęścia, humoru dobrego, a przy tym wszystkim stołu bogatego, mokrego dyngusa, smacznego jajka i niech te święta będą jak bajka.

 Żeby śmiały się pisanki, uśmiechały się baranki, mokry Śmigus zraszał skronie, dużo szczęścia sypiąc w dłonie. Pogody, słońca, radości, w niedzielę dużo gości, w poniedziałek dużo wody - to dla zdrowia i urody.

Dużo jajek kolorowych, świąt wesołych, oraz zdrowych!

Życzenia wielkanocne, Łask Pana Zmartwychwstałego, Hojnej obfitości - życzę - A na co dzień uśmiechu i radości...

 Zdziwisz się: Kto?..., zdziwisz się: skąd?... A ja Ci życzę Wesołych Świąt. Pomyślisz sobie: - To jakaś bajka! A ja Ci życzę smacznego jajka! Czy jestem szczera?... Nie miej obawy! Bo również życzę miłej zabawy!

JL

23:16, janinacc
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 kwietnia 2006
Zycze Ci...Zycze Wam....
 

Maleńki baranek, co ma złote różki,

pilnuje pisanek na trawie z rzeżuszki.

Kiedy nikt nie widzi,

chorągiewką buja i beczy cichutko...

 Wesołego Alleluja...

 

  Wesołego zająca, co śmieje się bez końca.

Szczerbatego barana co beczy od rana.

Radości bez liku, pisanek w koszyku.

I wielkiego lania w Dniu Mokrego Ubrania

Z okazji zbliżających się Świąt składam wiosenne życzenia

 aby w czas Święta Paschy w Waszych sercach,

rodzinach i domach zagościła radość,

 spokój i wielka nadzieja odradzającego się życia.

Niech Zmartwychwstanie Pańskie,

 które niesie odrodzenie duchowe,

 napełni wszystkich spokojem i wiarą,

da siłę w pokonywaniu trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość...

Zycze calym sercem

 Janinka

                     

                                  

20:57, janinacc
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 kwietnia 2006
Zolnierz przy lozku ojca.....

                                

 

Pielegniarka przyprowadzila zmeczonego,
 zaniepokojonego mlodego zolnierza do lozka chorego.
Twoj syn jest tutaj, powiedziala do starca.
Ona musiala powtorzyc to wielokrotnie zanim pacjent otworzyl oczy.

Pod dzialaniem  lekow przeciwbolowych,  znieczulajacych  bol jego ataku serca, on ledwie widzial mlodego zolnierza stojacego na zewatrz jego  namiotu z tlenem.
 On wyciagnal swoja reke na zewnatrz.
 Zolnierz chwycil mocno slaba reke chorego, sciskajac jakby poselstwo milosci i wsparcia w jego ciezkim stanie.

Pielegniarka przyniosla krzeslo tak aby zolnierz mogl usiasc obok lozka.  Przez cala noc mlody zolnierz siedzial tam na slabo oswietlonym oddziale, trzymajac reke starca i oferujac mu slowa milosci i sily. 
Od czasu do czasu, pielegniarka sugerowala zolnierzowi aby odpoczal chwile.
On odmowil.
 Kiedykolwiek pielegniarka przyszla na oddzial, zolnierz nie zauwazal jej, ani nocnych glosow szpitala  dzwieku butli z tlenem, smiechu nocnego dyzuru czy placzu i narzekania innych pacjetow.

Teraz i wczesniej ona slyszala jego delikatne slowa.
 Umierajacy czlowiek nic nie mowil, tylko mocno trzymal sie swego syna cala noc.
Przed switem, staruszek umarl.
Zolnierz wypuscil teraz martwa reke ktora trzymal i poszedl poinformowac pielegniarke.
 On poczekal zanim ona dokonczyla to co robila.

W koncu ona wrocila.
 Ona zaczela oferowac kondolencje, ale zolnierz przerwal jej.  
 Kim byl ten czlowiek? on zapytal.
Pielegniarka byla zaskoczona,  On byl twoim ojcem ona odpowiedziala.  Nie, on nie byl moim ojcem, zolnierz odpowiedzial. 
 Ja nigdy nie widzialem przedtem tego czlowieka w moim zyciu.   
 To dlaczego nic nie powiedziales kiedy przyprowadzilam cie do niego?   Ja wiedzialem od razu ze to byla pomylka, ale wiedzialem takze ze on potrzebowal swego syna, i jego syna nie bylo tam.
 Kiedy urzeczywistnilem sobie ze on byl tak mocno chory aby wiedziec czy nie, ze jestem jego synem, wiedzac jak bardzo on potrzebowal mnie. Ja zostalem.

Nastepnym razem gdy  ktos potrzebuje cie, badz tam.
 Zostan.
Ty bedziesz zadowolony z tego. 
 My nie jestesmy ludzkimi istotami przechodzacymi tymczasowe duchowe doswiadczenie.
 My jestesmy duchowymi istotami przechodzacymi przez tymczasowe ludzkie doswiadczenie.
                            
                                             
           
11:52, janinacc
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 marca 2006
Otrzymasz to co w sercu masz...

 

Otrzymasz to co w sercu masz...

Każdy otrzymuje to, co ma w sercu, dobre czy złe, silne czy słabe. Strzeż się tego, czego pragniesz, bo otrzymasz to. Praktyczną wartość tej filozofii ilustruje przypadek młodej kobiety, z którą rozmawiałem wiele lat temu. Umówiła się ze mną na godzinę drugą pewnego popołudnia w moim biurze. Będąc tego dnia bardzo zajęty, trochę się spóźniłem i było już pięć po drugiej, kiedy wszedłem do pokoju, gdzie na mnie czekała. Widać było, że jest niezadowolona, bo miała zaciśnięte wargi.

-Jest pięć po drugiej, a umówiliśmy się na drugą - powiedziała. - Wysoko cenię punktualność.

 -Ja również.

 Uważam, że zawsze powinno się być punktualnym, i mam nadzieję, że pani zechce mi wybaczyć to spóźnienie

- odpowiedziałem z uśmiechem.

Ona jednak nie była w nastroju do uśmiechów. Powiedziała sucho: - Mam ważny problem, który chcę panu przedstawić, i oczekuję odpowiedzi. - Po czym wypaliła: - Mogę równie dobrze powiedzieć to wprost.

Chcę wyjść za mąż. - Cóż - odrzekłem - to zupełnie normalne życzenie i chętnie pani pomogę. - Chcę wiedzieć, dlaczego to mi się nie udaje - ciągnęła. - Ile razy poznam jakiegoś mężczyznę, zaprzyjaźnię się z nim, zaraz okazuje się, że gdzieś przepadł i następna szansa minęła.

 A ja - dodała szczerze - nie jestem coraz młodsza. Prowadzi pan poradnię problemów osobistych, zajmuje się pan ludźmi, ma pan pewne doświadczenie, stawiam więc ten problem przed panem.

Proszę mi powiedzieć, dlaczego nie mogę wyjść za mąż?

Przyjrzałem się jej, zastanawiając się, czy jest osobą, do której można mówić wprost, gdyż pewne rzeczy musiały zostać powiedziane, jeśli na serio oczekiwała porady.

W końcu uznałem, że jest osobą wystarczająco dużego formatu, by przełknąć lekarstwo niezbędne, aby mogła naprawić swoją osobowość.

Powiedziałem więc: -

Dobrze, przeanalizujmy więc sytuację. Najwyraźniej ma pani nieprzeciętny umysł i osobowość, a także, jeśli wolno mi to powiedzieć, jest pani bardzo przystojną młodą damą.

Wszystko to było prawdą. Obsypałem ją wszystkimi pochwałami, jakie mogłem uczciwie wypowiedzieć, potem jednak dodałem:

- Myślę, że rozumiem, na czym polega pani problem.

Zbeształa mnie pani za to, że spóźniłem się pięć minut na spotkanie.

Była pani dla mnie naprawdę surowa.

Czy kiedykolwiek przyszło pani do głowy, że taka postawa jest całkiem poważną wadą?

 Myślę, że mąż miałby naprawdę ciężkie życie, gdyby cały czas trzymała go pani tak krótko.

Obawiam się, że nawet gdyby pani wyszła za mąż, pani życie małżeńskie nie byłoby udane.

Miłość nie może rozwijać się pod panowaniem jednej osoby. Następnie powiedziałem:

- Ma pani zwyczaj zaciskać usta w sposób, który zdradza skłonność do dominacji.

Mogę pani powiedzieć, że przeciętny mężczyzna nie lubi, kiedy ktoś nad nim dominuje, przynajmniej nie tak, żeby o tym wiedział.

 - Dodałem jeszcze:

 - Myślę, że byłaby pani bardzo atrakcyjną osobą, gdyby pozbyła się pani tych twardych rysów na twarzy.

Powinna pani mieć w sobie trochę miękkości, czułości, a pani twarz jest zbyt surowa.

Potem przyjrzałem się jej sukni, która wyglądała na kosztowną, ale nie układała się dobrze, i powiedziałem:

 - To może niezupełnie moja działka i mam nadzieję, że to pani nie urazi, ale może mogłaby pani zrobić tak, żeby ta suknia wisiała trochę lepiej.

 - Wiedziałem, że moje określenie było niezręczne, ale ona przyjęła je z humorem i roześmiała się głośno.

Powiedziała:

- Używa pan osobliwych wyrażeń, ale rozumiem, o co chodzi. Zasugerowałem jeszcze:

- Może dobrze byłoby też ufryzować włosy. Są trochę - niesforne. I mogłaby pani dodać odrobinę słodko pachnących perfum.

 Ale to, co jest naprawdę ważne, to nowe nastawienie, które zmieni wygląd pani twarzy, nadając jej ten nieuchwytny wyraz duchowej radości, jestem pewien, że to wyzwoli w pani urok i piękno.

- No, naprawdę - wybuchnęła.

- Nie spodziewałam się otrzymać takiego zestawu porad od duchownego.

- Spodziewam się, że nie

- zachichotałem

- ale w dzisiejszych czasach musimy się zajmować wszystkimi aspektami ludzkich problemów.

 Opowiedziałem jej następnie o pewnym starym profesorze, "Rollym" Walkerze, który uczył mnie na uniwersytecie Ohio Wesleyan.

Mawiał on: "Bóg prowadzi salon piękności."

 Opowiadał, że niektóre dziewczęta podczas studiów były bardzo ładne, ale kiedy przyjeżdżały odwiedzić campus trzydzieści lat później, z ich urody niewiele zostawało. Księżycowo-różany urok młodości przemijał.

Inne zaś w młodości były bardzo przeciętne, a powracały po trzydziestu latach jako piękne kobiety.

"Na czym polegała różnica - zapytywał.

 - Na twarzach tych drugich wypisane było piękno wewnętrznego, duchowego życia."

- I dodawał:

"Bóg prowadzi salon piekności."

 Młoda dama zastanawiała się przez parę minut nad tym, co jej powiedziałem, po czym rzekła:

-Jest dużo prawdy w tym, co pan mówi.

Spróbuję.

I tu jej silna osobowość okazała się przydatna.

Rzeczywiście spróbowała.

Minęło wiele lat i zapomniałem o niej.

Aż kiedyś, w pewnym mieście, podeszła do mnie po prelekcji prześliczna młoda pani z przystojnym mężczyzną i dziesięcioletnim chłopcem.

Zapytała z uśmiechem: - I jak teraz wisi, pana zdaniem?

 - Co jak wisi?

 - zapytałem, nie rozumiejąc.

- Moja suknia. Czy myśli pan, że dobrze wisi?

Całkiem osłupiały, odpowiedziałem:

- Tak, wydaje mi się, że wisi świetnie, ale dlaczego pani pyta?

 - Czy pan mnie nie poznaje?

- zapytała.

- Spotykam mnóstwo ludzi - powiedziałem.

- Ale szczerze mówiąc, wydaje mi się, że nigdy dotąd pani nie widziałem.

Wówczas przypomniała mi o naszej rozmowie sprzed lat, którą tu opisałem.

 - Proszę, niech pan pozna mojego męża i synka.

To, co pan mi powiedział, było absolutną prawdą

- powiedziała poważnie.

- Kiedy do pana przyszłam, byłam najbardziej sfrustrowaną, nieszczęśliwą osobą, jaką można sobie wyobrazić, ale zastosowałam się do rad, które pan mi podsunął.

I podziałały.

Potem odezwał się jej mąż.

Powiedział:

- Nie ma i nigdy nie było słodszej osoby niż Mary.

 Muszę przyznać, że rzeczywiście tak wyglądała.

 Najwyraźniej odwiedziła

"salon piękności Pana Boga".

Nie tylko stała się wewnętrznie bardziej miękka i łagodniejsza, lecz także wykorzystała właściwie wspaniałą cechę, którą była obdarzona, mianowicie energię w dążeniu do celu.

To doprowadziło ją do pragnienia zmiany własnej osobowości w taki sposób, żeby jej marzenia mogły się spełnić.

Miała tę cechę, która pozwoliła jej wziąć się w garść i zastosować odpowiednie techniki duchowe;

 miała też głęboką i zarazem prostą wiarę,

że to, czego pragnie jej serce,

jest możliwe do osiągnięcia przez twórcze, pozytywne działanie.

Recepta jest więc następująca: wiedzieć, czego się chce; sprawdzić, czy jest to słuszne; zmienić się w taki sposób, żeby to, czego chcemy, mogło w naturalny sposób przyjść do nas; nie tracić wiary. Twórcza siła wiary stymuluje ten szczególny zbieg okoliczności, dzięki któremu życzenie może się spełnić.

Norman V. Peale

08:35, janinacc
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 marca 2006
Co sprawia...ze...

Co sprawia, że mnie kochasz?

 Co czyni mnie wyjątkową?

Co takiego jest we mnie, że wciąż chcesz mnie znać?

 Czego oczekujesz gdy na mnie patrzysz?

 Przecież tyle razy Cię zawiodłam.

No i ciągle do mnie mówisz,

 choć wiesz, że czasami Cię nie słyszę.

 Widzę Twoją rękę wyciągniętą w moją stronę,

i nie zabierasz jej choć wiesz, że nie chwytam jej.

Nie oczekujesz tego ode mnie.

Jestem jeszcze za słaba by udźwignąć ciężar Twojego zaufania.

To chyba dobrze, że zdaję sobie z tego sprawę.

Choć możesz pomyśleć czasami, że Cię ignoruję, to jednak wiedz, że kocham Cię....Boże.

Żyjemy na tym świecie zamknięci w klatce między ziemią a niebem, ograniczeni linią horyzontu.

Uczymy się żyć.

Opornie nam przychodzi ta nauka.

Czujemy się mądrzy i samowystarczalni.

Nie czujemy na barkach ciężaru nieba ani pyłu ziemi na stopach.

Linia horyzontu nie zaciska nam się wokół szyi.

Jesteśmy zbyt pyszni i pewni siebie, żeby dojrzeć, że coś nas ogranicza.

 Czujemy się cholernie wolni.

Na tyle wolni by gardzić drugim człowiekiem.

Tak bardzo wolni, żeby okłamywać siebie i innych.

Wolni by zabić pragnienie życia, by uśmiercić ideały.

Zamknięci w tej klatce czekamy tylko na jakiś ochłap normalności z zewnątrz.

Czeka i On...

 Człowiek może wszystko.

Tylko czy Bóg da radę ponieść konsekwencje jego czynów?

Na drodze do nikąd

Spotkałem Anioła.

Zapytał dokąd zmierzam?

Nie potrafiłem odpowiedzieć.

Przerażająca cisza.

Serce wali jak młot.

Strach przed nicością.

Raz jeszcze zapytał dokąd zmierzam?

Usta cicho wyszeptały...

Zgubiłem sie w labiryncie życia.

Dotykając mej duszy ciepłym spojrzeniem,

Rzekł cicho...

Z labiryntu, jest tylko jedno wyjście.

Lecz - pamiętaj...Chcąc go opuścić..?

Zrób czasami przystanek ...

-Przystanek na modlitwę

-Na modlitwę i zastanowienie się

 -Zastanowienie się nad labiryntem życia.

08:49, janinacc
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 marca 2006
Bramy Raju...

Stanęłam dziś u bram raju

Stoję tu, naga i drżąca

Przede mną jabłoń wysoka

 Dłonie wyciągam do słońca

Jem z rąk Twoich winogrona

 A usta me płoną z gorąca

 Na stole czerwone wino

 I kawa jeszcze dymiąca

Spoglądam w Twe mądre oczy

 I płonę cała z rozkoszy

 Za oknem gwiazdy lśniące

A w moich uszach Beethoven

Jestem kropelka wody

 Co spływa po Twoich ustach

Nic już nie ma znaczenia

 Bez Ciebie - pustka.

 Na brzegu morza dziś rano

 Znalazłam muszelkę białą

 Uchem łowię jej szepty

Szumi ciągle to samo

Mówi o nocach gorących

O gwiazdach na niebie lśniących

Jestem dla Ciebie morzem

Słońcem za nieboskłonem

Liściem zielonym na wietrze

Ogniem płonącym przy drodze

Usiądź koło mnie wędrowcze

Ogrzej się w moich płomieniach

 Świat stoi przed nami otworem

Nie powiem Ci do widzenia.

Łzy płyną po moich policzkach

Ocieram je dłonią raz po raz

Dusza ma krzyczy z rozpaczy

Serce do Ciebie woła

 I jestem rozdarta jak Niebo

 Imię Twoje wciąż wołam , rozum powtarza uparcie

To nie jest Twoja droga

Rozkwitłam jak orchidea

 Wśród lasów dziko rosnąca

Podnoszę spłoszone oczy

W górę do Ciebie

 Do słońca

Ciało me krzyczy do Ciebie

 Płonę wciąż z dzikiej rozkoszy

 Spoglądam w brązowe twe oczy

Widzę Ciebie i siebie

Dotykam Twe  włosy

 I czuję, że jestem w niebie

Twoje dłonie na moich udach

A usta na moich ustach

Tulę się mocno do Ciebie

Zamykam Cię w swoich ustach

 Moje dłonie dotykają wciąż Ciebie

Twoja skóra gładka i lśniąca

Leżę naga i drżąca

Czekam na Ciebie Bez końca....

23:13, janinacc
Link Komentarze (1) »
środa, 08 marca 2006
Dzien Kobiet

Jakie złożyć Wam życzenia

 By warte były Waszego westchnienia...

Abyście były uśmiechnięte w dniu tak ważnego święta.

Abyście mimo biegu lat, zawsze kochały cały świat.

Abyście duchem młode były i nic sobie z problemów nie robiły.

Samych szczęśliwych dni w życiu, uśmiechu na twarzy,

słonecznych promyków w pochmurne dni,

 lata zimą i wiosny jesienią...

W tym szczególnym dniu

szczególnie życzę Wam rzeczy dwóch:

miłości co w sens życie ubiera

i szczęścia by wygrać z losem w pokera.

 Bądzcie miłe i grzeczne

dla wszystkich serdeczne,

a zawsze i wszędzie dobrze Wam będzie...

 W tym dniu należącym wyłącznie do Was pragnę zaofiarować Wam wszystkie wspaniałości tego świata,

 a Wy spośród nich wybierzcie te,

które przyniosą Wam radoćś, miłość i szczęście...

Niech ten radosny dzień...

Na zawsze Wasze troski,

Odsunie w cień...

I niech się śmieje do Was świat,

Blaskiem szczęścia i długich lat.

W ten Wasz szczególny dzień...

 Niech nie złapie Was żaden cień..

 Bólu i samotności

 Więc życzę Wam wiele miłości

Ciepła i słodyczy

 Wielu te życzenia składa...

 A ja się dokładam I pragnę z serca całego

Szczęścia Waszego...

Radości z każdego dnia, szczęścia, które wiecznie trwa. Sukcesów w każdej dziedzinie życia

z całego serca Wam życzę!

                                                        

JL

13:38, janinacc
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2006
Boże wiedzieć chcę...

Czy wszystko ma na pewno sens ...?

Ty jedyny wiesz Co komu z nas pisane jest...

 Jak wytłumaczysz mi znów brak współczucia w nas ...

 Tak trudno odróżnić nam dobro od zła...

I czy wiedzieć chcesz, że z każdym mym dniem...

 Bardziej i mocniej ten odczuwam lęk ...

Nie ukrywaj nic Skoro wszystko tak najlepiej wiesz ...

Czy ty nie czujesz nic...

 Gdy ktoś przelewa ludzką krew ...

Tak pełen sprzeczności jest nasz podły świat ...

Pociesz mnie i ucisz mój płacz...

 Niech ciszej i ciszej w sobie go łkam...

 Co przyniósł mi cudowny dzień...

 Co może przynieść nowy dzień...

 Co może przynieść nowy dzień?

Dla Ciebie płacz a dla mnie śmiech...

Co może przynieść nowy dzień?

Dla Ciebie raj a dla mnie śmierć ...

 Osoby przez które wylewamy łzy nie są ich warte....

Zastanówmy się czy dobrze robimy wylewając te łzy jedna po drugiej....

Czy to prawda tak boli ...

Czy zadawane rany przez bardzo ale to bardzo bliską Ci osobę...

 Niech traci ten kto na ciebie

nie może co dzień patrzeć,

 rozmawiać z tobą,

 cieszyć się z tobą...

Czy ten ktoś jest wart naszych oczek,

 odebranego słodkiego uśmiechu...??? JL

12:26, janinacc
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 lutego 2006
Walentynki II
  
                  

Chcę żyć , żyć będę
Chcę kochać i kochać będę
Chcę śmiać się i śmiać się będę
Chcę ciebie i ciebie zdobędę!


Kocham twoje ładne oczy
Kocham kolor twych warkoczy
Kocham twoją rączkę białą
Ciebie, miła, kocham całą!



Kocham, kocham ja szalenie!
Kochać, kochać to marzenie.
Kochaj, kochaj Ty mnie też!
Ja Cię kocham, przecież wiesz!


Zadaję Ci pytanie:
Czy kochasz mnie, kochanie?
Jeśli tak, to bardzo się cieszę
I z koszem pocałunków do Ciebie spieszę.


Ja Cię nigdy nie zapomnę,
Chociaż będę o 100 mil,
Ja Cię kocham, kochać będę,
Do ostatnich życia chwil.


Miłość to morza głębina,
Miłość to burza i deszcz,
Miłość to chłopak i dziewczyna
Więc ... kochaj jeśli chcesz !


Jeśli lecieć to do słońca
Jeśli marzyć to bez końca
Gdy całować to serdecznie
A gdy kochać to już wiecznie.


Miłość jest wielka
Lecz mija jak mgła
Przyjaźń jest cicha
Lecz długo trwa...


Choć jesteś daleko ode mnie,
Choć życie jest ponure i złe
Pamiętaj, Że ktoś potajemnie Kocha Cię.


Może się już nie spotkamy,
Może zginie Twój ślad,
Więc nie zapomnij że Ty,
To cały mój świat.


Pokochałam oczy Twe
I chcę patrzeć tylko w nie.
Zobaczyłam usta Twe
Pokochałam także je.
Choć spojrzenia chwilę trwały
Podobałeś mi się cały.


Wszystko Twoje miłe jest,
Każde słowo, każdy gest.
Za ten wiersz nie gniewaj się,
Bo na prawdę kocham Cię.


Niech ten wiersz Ci przypomni,
Że jest ktoś kto o Tobie nie zapomni.

Myślę sobie każdej nocy,
Aby spojrzeć Tobie w oczy.
Lecz na próżno me marzenia,
Więc przesyłam pozdrowienia.


Nie jestem ładna, ale taka sobie,
I nie moja wina, że się kocham w Tobie.


Szczęście Ci niosę i Ty daj mi szczęście!
Ręce wyciągam, by chwycić Twe ręce.
Sercem gorącym przyjmuje Twe serce,
Pragnę być z Tobą i... już z nikim więcej!

 

Spójrz ile gwiazd na niebie..........
Ty je kochasz a ja tylko Ciebie!!!!


Jeżeli chodzisz boso, nie chodź po szkle
Jeżeli kochasz innego NIE KOCHAJ MNIE!!!!


Kocham każde twe spojrzenie
Kocham każdy uśmiech Twój
Żadnych skarbów ja nie pragnę
tylko żebyś został mój!!!!!!!!

Czas przerwać tę cisze na naszej orbicie
Dzisiaj Ci napisze kocham Cię nad życie!!!!


Tak jak ta kartka do Ciebie pobieży,
tak moje serce do Ciebie należy


Co wolisz???
Gwiazd tysiące, czy piękne oczy błyszczące???
czy jasne słonko na niebie,
czy ciche słowa : ,,Ja kocham Ciebie"


Wszystko jedno gdzie ja będę
Chodź tysiąc przejdę mil
Kocham Cię i kochać będę
do ostatnich życia chwil


Kocham Cię bardzo- nie ukrywam tego
Bo ukrywać miłośc to coś okropnegooo!!!!

Kochać, znaczy tworzyć, rzeźbić miłość w barwach jutrzenki. Kochać, znaczy być, chcieć być tylko po to, aby być z nim.
Kochac, znaczy miłować, miłować nad wszystko
co skończone i nieskączone.
Kochać, znaczy po prostu kochać....
 
 
   
21:49, janinacc
Link Komentarze (1) »
Walentynki

Swieto milosci.

Piękne są chwile w życiu, piękny jest każdy dzień i najpiękniejsze było, że poznaliśmy się.

 

Dla Ciebie bije serce moje, o Tobie marzę, o Tobie śnię.

 

Chcę byśmy zawsze byli we dwoje, bo wiem, że kocham Cię.

 Gdy będziesz w pustym pokoju, a po policzku popłynie Ci łza.

To nie myśl, że jesteś sam na świecie, bo razem z Tobą jestem ja.

 Jestem dla Ciebie mój Kochany.

 I chce pozostać tak na zawszę .

21:19, janinacc
Link Dodaj komentarz »
Regulamin Milosci

Intymność

Intymność to pozytywne uczucie i towarzyszące im działania, które wywołują przywiązanie, bliskość i wzajemną zależność partnerów od siebie. Na intymność składa się wiele czynników: Pragnienie dbania o dobro partnera Przeżywanie szczęścia w obecności partnera z jego powodu Szacunek dla partnera Przekonanie ze można nań liczyć w potrzebie Wzajemnie zrozumienie Wzajemne dzielenie się przeżyciami i dobrymi, zarówno duchowymi i materialnymi Dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia Wymiana intymnych informacji Uważanie partnera za ważny element własnego życia Związek oczywiście może być intymny, jeżeli brakuje któregoś z wyżej wymienionych uczuć. Pozytywne emocje składające się na intymność wynikają z umiejętności komunikowania się, wzajemnego zrozumienia między partnerami. W początkowych fazach związku komunikacja jest trudna, gdyż partnerzy nie znają się swoich potrzeb bądź też z powodu nieumiejętności zaspokojenia tych potrzeb. Prawdopodobnie większość ludzi na początku związku była zdolna zrobić "wszystko" dla swojego partnera, choć właśnie nie bardzo wiemy jak to zrobić. Niestety to "poświęcenie", "zrobienie wszystkiego" dla partnera szybko mija. Dzieje się to, dlatego, ponieważ przywykamy do tzw. "scenariuszy", czyli do pewnych niezmiennych ciągów działań obojga partnerów w powtarzających się sytuacjach. Rutyna jest zabójcza dla uczuć, szczególnie tych pozytywnych. Warunkiem niezbędnym do powstania jakichkolwiek emocji jest oderwanie się od automatyzmów i pojawienie się nieoczekiwanych, odbiegających od tego, co zawsze zdarzeń

Namiętność

Namiętność jest konstelacją silnych emocji zarówno pozytywnych ( zachwyt, tkliwość, pożądanie, radość), jak i negatywnych ( ból, niepokój, zazdrość, tęsknota), często z mocno uwydatnionym pobudzeniem fizjologicznym. Emocjom tym towarzyszy bardzo silna motywacja do maksymalnego połączenia się z partnerem. Wiele typowych przejawów miłości, wskazywanych przez ludzi jako takie, to przejawy właśnie namiętności: pragnienie i poszukiwanie fizycznej bliskości, przepływ energii, uczucie podniecenia, bicie serca, dotykanie, pieszczenie, całowanie, kontakty seksualne, obsesja na punkcie partnera, marzenia na jawie, psychiczne nieobecności pod nieobecność partnera. Dominującym elementem namiętności są zwykle w tej czy innej postaci pragnienia erotyczne, aczkolwiek nie sposób namiętność utożsamić z potrzebą seksualną ani założyć, że jest to jedyna potrzeba w nią uwikłana. Obok niej w grę może wchodzić potrzeba urzeczywistnienia czy odnalezienia sensu życia, dowartościowania własnej osoby, dominacja czy opiekuńczość itd. W przeciwieństwie do samej potrzeby seksualnej, zdolność do przeżywania miłosnej namiętności jest w pewnym stopniu darem kultury, nie zaś jedynie natury. Podczas gdy dynamika intymności jest łagodna, dynamika namiętności jest dramatyczna. Namiętność intensywnie rośnie, szybko osiągając swoje szczytowe natężenie i niemal równie szybko gaśnie. Początkowy wzrost namiętności jest procesem przebiegającym lawinowo, na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego: im silniejsza namiętność, tym więcej pociąga ona za sobą zachowań jeszcze bardziej ją nasilających. Najłagodniejsze z tych zachowań to : bardzo częste kontakty, bliskość fizyczna, długotrwałe patrzenie sobie w oczy. Wewnętrzna logika namiętności polega na tym, że może ona jedynie rosnąć, samo tylko trwanie natomiast jest zapowiedzią jej śmierci. Choć prawda to zupełnie oczywista, w równie oczywisty sposób odrzucamy ją wtedy, gdy akurat sami namiętność przeżywamy. Istotą namiętności jest jej zaborczość zaborczość i zachłanność, ponieważ na mocy swej definicji namiętność jest sprawą ważniejszą dla przeżywających ją ludzi, odsuwa ona na dalszy plan lub wyłącza inne rodzaje aktywności życiowej. Namiętność czasami porównywana jest z uzależnieniem od narkotyków, środków nasennych czy alkoholu, uzależnienie doprowadza do konieczności zażywania coraz większej dawki trucizny w celu uniknięcia niezwykle przykrych objawów jej odstawienia. Tak więc podczas gdy intymność spada powoli i często nie osiąga w ogóle punktu zerowego, namiętność nie tylko spada do zera, ale jej ostateczny koniec jest w dodatku połączony z negatywnymi emocjami.

Zaangażowanie

Zaangażowanie jest tu rozumiane jako decyzje, myśli, uczucia i działania ukierunkowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek oraz na utrzymanie tego związku pomimo występowania różnych przeszkód. Podczas gdy namiętność jest tym składnikiem miłości, który niemal w ogóle nie poddaje się "rozumowi" i woli samych zainteresowanych, a intymność poddaje im jedynie umiarkowanie, zaangażowanie jest wysoce podatne na świadomą kontrole ze strony kochających się ludzi. Stanowi to zarówno zarówno o sile, jak i o słabości tego składnika miłości. Z jednej strony, bowiem strony, silne zaangażowanie partnerów może być jednym, choć skutecznym czynnikiem podtrzymującym związek. Z drugiej jednak strony, zaangażowanie jest zwykle rezultatem świadomej decyzji, a ta może zostać zmieniona czy odwołana, w związku, z czym ten składnik miłości może przestać istnieć niemalże z dnia na dzień. W sytuacji, gdy jest to już jedyny czynnik podtrzymujący trwanie związku, zanik zaangażowania prowadzi do rozpadu samego związku. W udanym związku zaangażowanie jest jednak zwykle jego najbardziej stabilnym składnikiem. Wysiłek wkładany w utrzymanie związku automatycznie zapoczątkowuje proces jego samopodtrzymywania się. Wycofanie wysiłku byłoby równoznaczne z przyznaniem się przed sobą i innymi, że wysiłek ów został "zainwestowany" źle, co oczywiście, niezbyt pochlebnie świadczy o samym "inwestorze" Natomiast pochlebianie świadczy o nim ( o niej) wysiłek wydatkowany sensownie i stosownie. Zatem samo wkładanie wysiłku w dany związek nasila szansę, że "inwestor" będzie przekonywał zarówno siebie, jak i innych, iż jego postępowanie jest słuszne, i tym chętniej będzie to nadal czynił. Dość złożona symulacja rozwoju związku interpersonalnego sugeruje, że zanim krzywa zaangażowania osiągnie swój maksymalny i niezmienny poziom, jej wzrost ma charakter esowaty. Oznacza to, że początkowo zaangażowanie rośnie wolno, a w miarę narastania namiętności i intymności jego wzrost jest coraz szybszy. Następujące potem ustabilizowanie zaangażowania trwa w zasadzie aż do końca związku. Przerwanie związku jest zwykle równoznaczne z zaprzestaniem działań związek ów podtrzymujących, a więc z wycofaniem zaangażowania.

21:15, janinacc
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6